Wielu chłopców – i nie tylko – w dzieciństwie marzy o tym, żeby zostać strażakiem.
To zawód kojarzony z odwagą, siłą i gotowością do działania w trudnych sytuacjach.
Strażak nie czeka, aż ogień wymknie się spod kontroli.
Reaguje szybko.
Zauważa zagrożenie i podejmuje działanie, zanim sytuacja stanie się naprawdę niebezpieczna.
I choć może się to wydawać zaskakujące – bardzo podobnie warto myśleć o emocjach.
Emocje są częścią codzienności.
Pojawiają się spontanicznie i są potrzebne – informują nas o tym, co się dzieje.
W przypadku osób z zespołem delecji 22q11 emocje mogą być:
To sprawia, że moment „kiedy jest już za dużo” może pojawić się nagle.
Można wyobrazić sobie emocje jak ogień.
Na początku to mała iskra:
Jeśli zostanie zauważona – można zareagować.
Jeśli nie – emocje mogą narastać:
A wtedy regulacja staje się znacznie trudniejsza.
To nie dlatego, że ktoś „nie chce się opanować”.
To dlatego, że organizm jest już w stanie silnego pobudzenia.
Regulacja emocji często bywa mylona z „opanowaniem się”.
W rzeczywistości to coś zupełnie innego.
To umiejętność:
To proces, który wymaga czasu, nauki i wsparcia.
Największe znaczenie ma moment, w którym emocje dopiero zaczynają rosnąć.
To wtedy pojawiają się sygnały takie jak:
Zauważenie ich daje szansę na reakcję.
To odpowiednik „pierwszego dymu”, który widzi strażak.
Nie chodzi o całkowite unikanie emocji.
Chodzi o reagowanie na nie w odpowiednim momencie.
Pomocne mogą być:
Każda osoba może potrzebować czegoś innego.
Najważniejsze jest znalezienie własnych sposobów.
Dzieci nie rodzą się z umiejętnością regulacji emocji – uczą się jej w relacji.
Dlatego tak ważne jest:
Wsparcie dorosłych działa jak system bezpieczeństwa – pomaga zatrzymać „pożar” zanim się rozwinie.
Strażak nie ocenia ognia.
Nie mówi, że „nie powinien się pojawić”.
On reaguje. Pomaga. Zabezpiecza.
Podobnie warto podchodzić do emocji – szczególnie w 22q11.
Nie chodzi o ich eliminowanie.
Chodzi o ich rozumienie i wspieranie.
Emocje nie są problemem.
Są sygnałem.
A regulacja nie polega na tłumieniu –
tylko na zauważeniu i odpowiedniej reakcji.
Im wcześniej, tym łatwiej.
Czasem naprawdę wystarczy zauważyć „iskrę”,
zanim pojawi się ogień.